Samsung sprzedaje o połowę mniej flagowców niż w zeszłym roku

Samsung sprzedaje o połowę mniej flagowców niż w zeszłym roku thumbnail
Jeżeli chcemy kupić najnowszego flagowca, trzeba wyjąć z kieszeni więcej niż jeszcze kilka lat temu. Wyniki sprzedaży tegorocznych Samsungów dają jednak nadzieję na to, że konsumenci powiedzieli w końcu "dość" drogim telefonom. Tylko czy to oznacza, że smartfony stanieją? Ostatnie lata obfitowały w premiery flagowców, których ceny znacznie przekraczają to, do czego się przyzwyczailiśmy. Jeszcze…

samsung sprzedaż

Jeżeli chcemy kupić najnowszego flagowca, trzeba wyjąć z kieszeni więcej niż jeszcze kilka lat temu. Wyniki sprzedaży tegorocznych Samsungów dają jednak nadzieję na to, że konsumenci powiedzieli w końcu “dość” drogim telefonom. Tylko czy to oznacza, że smartfony stanieją?

Ostatnie lata obfitowały w premiery flagowców, których ceny znacznie przekraczają to, do czego się przyzwyczailiśmy. Jeszcze bowiem 5 lat temu za topowego Samsunga przyszło zapłacić w dniu premiery około 3 -3,5 tys zł (Galaxy S6). Obecnie, jeżeli chcemy nabyć najnowszego Galaxy S20 w wariancie Plus lub Ultra, musimy się szykować na wydatek o 5 do nawet 6 tys. zł – praktycznie dwa razy tyle. Ciężko powiedzieć, kto zaczął ten trend, choć wzrok w naturalny sposób kieruje się w stronę wycenionego na magiczne 999 dolarów iPhone’a X. Apple pokazało bowiem, że konsumenci są w stanie zapłacić dużo za produkt premium, co też szybko podchwycili producenci sprzętu z Androidem. Ceny rosły i rosły, a wszyscy zastanawiali się, gdzie jest granica, za którą kupujący powiedzą „dość”. Wychodzi na to, że pierwszy do „ściany” dobił omawiany wcześniej Samsung. Badania nie pozostawiają wątpliwości – nowe flagowce firmy sprzedają się bardzo źle.

Samsung sprzedał o połowę mniej nowych Galaktyk

Nie tak dawno Paweł opublikował tekst, w którym wskazywał na powody, przez które nowe Samsungi mogą nie sprzedawać się tak dobrze. Jego wnioski oparte były jednak o osobiste obserwacje, a dzisiejszy wpis bazuje na tym, jakie dane dla amerykańskiego PC Mag uzyskała agencja M Science. Trzeba jednak pamiętać, że nie są to oficjalne dane sprzedaży, jednak widząc je nie sposób nie dojść do oczywistych wniosków.

Przede wszystkim – nie wińmy pandemii

Wiele firm zapewne tłumaczy spadki sprzedaży trwającym zagrożeniem związanym z wirusem. To naturalne – ludzie tracą pracę bądź boją się, że ją stracą, zarobki spadają i kupujący mają większe zmartwienia niż to, czy posiadają najnowszego flagowca. Jednak w przypadku Samsunga jest to tylko częściowe usprawiedliwienie niskich wyników. Jeżeli spojrzymy na sprzedaż w drugim tygodniu, będącym od lat momentem największej sprzedaży, to zobaczymy, że tam, gdzie S9 przebił granicę pół miliona sztuk, S20 miał problemy by dobić nawet do 200 tys. A pamiętajmy, że wtedy (18-25 lutego) koronawirus nie był jeszcze postrzegany jako zagrożenie w Stanach i na pewno nie miał takiego wpływu na sprzedaż. Powodów należy więc szukać gdzie indziej.

Samsung to nie Apple

Jestem zdania, że kluczowym czynnikiem w wyborze telefonu była cena. Nawet jeżeli telefony Apple są równie drogie, to mają tę przewagę nad innymi, że posiadają szereg unikatowych cech. Mam tu na myśli zarówno system, design jak i sprzedawaną wraz z nimi „przynależność” do określonej grupy społecznej. Są to rzeczy, na które iPhone ma monopol i może zażądać za nie dowolnej kwoty. Samsung z kolei musi konkurować ze wszystkimi innymi producentami i może być do nich bezpośrednio porównywany. I jeżeli zobaczymy, że taki sam procesor, tyle samo pamięci RAM czy pojemności dysku możemy mieć w telefonie za ułamek kwoty Samsunga, to wnioski zaczynają nasuwać się same. Dodatkowo, jednym z argumentów na podbicie ceny jest to, że nowe flagowce obsługują 5G, którego póki co w Ameryce (tak jak i u nas) nikt na oczy nie widział.

Samsung nie ma ostatnio dobrej prasy

Oprócz tego odnoszę wrażenie, że ostatnie czasy to dla Samsunga pasmo wpadek, które odbijają się na wizerunku marki. Ciężko jest bowiem budować obraz produktu premium, jeżeli co i rusz słychać o jego problemach, których nie mają urządzenia 5 krotnie tańsze. Żeby wspomnieć tylko te najnowsze:

Nie ma się więc co dziwić konsumentom, że ciężko im wydać 6000 zł na topowy model, jeżeli wiedzą, że nie otrzymają w zamian gwarancji najwyższej jakości.

Nie chce tu twierdzić, że w porównaniu do Samsunga Apple robi lepsze smartfony. Jednak znamienne jest to, że kiedy cały świat telefonów idzie w kierunku progu cenowego 1000 dolarów+, to producent, który to wszystko zapoczątkował wypuszcza na rynek telefon za mniej, niż połowę tej kwoty. Dla mnie iPhone SE jest dowodem na to, że firma potrafi „czytać” rynkowe nastroje i choć nie musi z nikim konkurować, to widzi, że dziś konsumenci szukają już czegoś innego niż trzy lata temu. Innymi słowy – że drogie telefony już się tak nie sprzedają. Niestety obawiam się, że nawet jeżeli iPhone SE sprzeda się świetnie, to nikt nie wyciągnie z tego wniosków, zbywając to komentarzem o „magii Apple”.

Myślicie, że przyjdzie czas, że flagowce stanieją?

Źródło: AndroidAuthority

Read More